Widok niebieskich tafli wód oceanów, które wydają się nieruchome pod spokojnie lecącym samolotem działa na człowieka jakoś kojąco. To uczucie, gdy czujesz się daleko od ziemi, jakich kolwiek zmartwień. Po kilkunastu godzinach lotu, kiedy wielka, latająca maszyna podchodzi do lądowania, jej właśnie przypomina się ten widok.
Kilka lekkich wstrząsów i znów jest na ziemi, wśród zmartwień i trosk. Jedank teraz wszystko jest inne i nowe. Z dala od dawnego życia, na obcym terenie.
Kiedy jej tato wyjeżdżał do pracy do USA kilka miesięcy temu, nie zdawała sobie sprawy, że kiedyś i ona tam wyląduje. Tęsknota, rozłąka i tak daleka odległość, spowodowała, że ona - 30letnia kobieta, jej młodsza o 12 lat siostra i mama przeniosły się do całkiem obcego kraju. Trudno było jej się rozstać z miejscowością, w której spędziła całe życie.
Ciągnąc swój bagaż wypatrywała w tłumie postać swojego taty.
- Tam jest. - poczuła jak siostra klepie ją po ręce i po chwili wskazuje palcem.
Obierają odpowiedni kierunek i tak szybko jak to możliwe idą do głowy rodziny.
- Cześć tato! - wita się radośnie i przytula do uśmiechniętego mężczyzny.
Po chwili wszyscy byli w jednym uścisku.
- Chodźcie moje drogie panie. Pewne jesteście zmęczone po locie.
Dopiero teraz poczuła, że jest otępiała i nie ma na nic prawie siły. Z niechęcią bierze swoje rzeczy i podąża za resztą rodziny.
Usadowiła się wygodnie na tylnim siedzeniu i popatrzyła się w lusterku.
- Matko, jak ja wyglądam?- szepnęła i przyglądała się dalej.
Jej ciemnobrązowe włosy sięgające do połowy pleców były lekko roztrzepane, pod prawym okiem widniał rozmazany tusz, a różowa szminka w magiczny sposób zeszła z ust. Wyciągnęła z torebki potrzebne kosmetyki i natychmiast poprawiła swój wizerunek. Dopiero po upewnieniu się, że wygląda dobrze, oparła się o siedzenie i wyglądała przez okno. Przewijały się wysokie budynki, jeden koło drugiego. Nie mogła uwierzyć, że jeszcze kilkanaście godzin temu była w swojej malutkiej wiosce na dolnym śląsku, a teraz przemierza ulice Nowego Jorku.
- Sylwia, trochę się boję. - zwróciła się do niej siostra
Popatrzyła się na nią i delikatnie uśmiechnęła.
- Ja też, ale jakoś damy radę.
Widziała jak Emilka się rozluźnia i zaczyna podziwiać to wszystko, co jest dookoła niej.
Zaparkowali przed jednopiętrową kamienicą, która była jedną z wielu na tej ulicy.
- Spodoba wam się. - oznajmił ojciec, kiedy wdrapywali się po schodach do mieszkania.
Kiedy drzwi się otworzyły, potwierdziły się słowa mężczyzny. Przed nimi był przedpokój, który zaraz przechodził w przestronny salon. Wyjrzała przez okno w przedpokoju i ujrzała wejście do ich kamienicy. Szybko jednak poszła dalej. Jasny salon był jak ich dawny razy trzy. Dalej poszła do kuchni, w której było bardzo przytulnie. Zaraz obok był pokój Emilki, a na końcu jej. Weszła do niego i spodobało jej się. Nie za duży, nie za mały idealny. Wielkie łóżko, o którym marzyła, wielkie biurko, które idalnie pasuje do jej pracy i cudowne szafy.
Opadła na łóżko i wpatrywała się w sufit. Jak ona sobie poradzi? Zna angielski, ale nie aż tak bardzo... Pracowała w firmie architektonicznej, której filia była właśnie w Polsce i bez problemu przenieśli ją właśnie tutaj, gdzie jest siedziba. Jutro musi jakoś tam dotrzeć. Dobija ją ta myśl, bo ona na swojej ulicy czuła się zagubiona, a co dopiero na Nowym Jorku...
Czas aby wszystko zacząć na nowo.
O jajuu*.* Już mnie porwalo i czekam na ciąg dalszy 👌😍
OdpowiedzUsuńCoś nowego, powiew świeżości. Podoba mi się i z chęcią przeczytam kontynuację :D
OdpowiedzUsuńCiekawie się zaczyna i z chęcią zobaczenia co będzie się działo dalej
OdpowiedzUsuń